O emigracji

O emigracjiDwie młode dziewczyny spotkały się 35 lat temu w akademiku i zaprzyjaźniły. Od początku poczuły do siebie sympatię. Miały podobny system wartości i poglądy na temat rzeczywistości. Miały ideały, mnóstwo planów i dużo, dużo optymizmu. Wszak jest to przywilej młodości. Potem jedna wyjechała do tzw. lepszego świata, za ocean. Druga poszła za głosem serca i wyjechała do kraju słońca i uśmiechu. Przyjaźń przetrwała, choć dłuższe, bezpośrednie kontakty przez ponad trzydzieści lat odbywały się raz na kilka lat w różnych krajach. Każde spotkanie po latach było spontaniczne i naturalne, tak jakby rozstały się wczoraj. Każde spotkanie pozostawiało niedosyt i każde utwierdzało w przekonaniu, że żyjąc w tak odmiennych obyczajowo i ekonomicznie krajach, pozostały takimi samymi dziewczynami jak 35 lat temu. Zgromadziły jedynie wiedzę, sumę obserwacji i doświadczeń, które pozwalają im płynnie egzystować w nowych krajach i nowych środowiskach.

We wcześniejszych spotkaniach dominował wzajemny przekaz o ich sytuacji życiowej i ciekawostki z krajów zamieszkania. Ostatnie spotkanie, może z racji wieku, stało się podsumowaniem ich dorobku intelektualnego jak i osiągnięć na gruncie prywatnym.

W ocenie tej z „kraju słońca”, ta zza oceanu osiągnęła wszystko, lub prawie wszystko na obu płaszczyznach, bo sukces zawodowy i rodzinny lub może w odwrotnej kolejności to najważniejsze sfery życia. Ta z „kraju słońca” nie może się pochwalić osiągnięciami. Tymczasem ta zza „oceanu” nie zdradza takiego samozadowolenia jakiego spodziewa się postronny obserwator. Gdzie leży przyczyna? Jak to jest z tą rzekomą asymilacją na obczyźnie? Jak bardzo skomplikowany jest los emigranta? Czy wyznacznikiem jest osobista wrażliwość, kraj pochodzenia? Czy w Kanadzie, w kraju bardziej zbliżonym kulturowo do Polski, o niepomiernie wyższych standardach socjalno-ekonomicznych, można czuć się wyobcowanym i kiedy przychodzi ten moment samouświadomienia?

Ta z „kraju słońca” wie jak brutalne bywa zderzenie z rzeczywistością i nawet się nie dziwi. Czasem jest to jak upadek na twardą powierzchnię a czasem jak lot ku przepaści. Ta zza „oceanu” doświadcza rozczarowań w sposób bardziej subtelny, wyrafinowany. Jej doznania w świecie w którym żyje, są jak cięcia laserem, niby niewidoczne i bezbolesne a pozostawiające rany.

Czy tylko my Polacy doświadczamy zagubienia poza krajem, czy tylko może bardziej otwarcie o nim mówimy? Dlaczego Anglicy, którzy na przestrzeni kilku stuleci zdobywali świat, kiedy przestawali być czynni zawodowo wracali na starą wyspę? Dlaczego ten schemat trwa do dzisiaj? Może oni są tylko bardziej wstrzemięźliwi w ekspresji uczuć i gestów z racji wyznawanej religii, która prócz świadomości grzechu tak jak w katolicyźmie, narzuciła im luterański i kalwiński obowiązek zachowania pozorów, umiar w wyrażaniu smutku ale i radości? Czy to jest właściwe i czy daje siłę? Jak to jest wreszcie z tożsamością? Czy koleje naszego losu są wypadkową naszych charakterów i związanych z tym wyborów i towarzyszących okoliczności? Czy może trajektoria naszego życia jest zapisana w naszym kodzie genetycznym lub gdzieś tam? Pozostaje pytanie retoryczne – czy warto było emigrować i jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy dokonali innego wyboru? Czy można wogóle zadawać sobie takie pytanie? Nawet odpowiedź ludzi sukcesu na powyższe pytania zależy od ich aktualnego, chwilowego powodzenia na danym polu.

Odpowiedź jest zawsze płynna, enigmatyczna bo dotyczy sfery subtelnych odczuć.

Natomiast z całą pewnością trzeba o tym mówić, dzielić się doświadczeniami, bo to wzbogaca naszą wiedzę i daje siłę do stawiania czołu codzienności.

exilmigration O losie imigranta

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Zagadnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.