„Profesor Kazimierz Michałowski” – Cz. 1

Rzeźba portretowa Prof. Kazimierza Michałowskiego w Stacji Badawczej Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW w Kairze. (fot. H.Szwarc)Karim Gamal El Din

Praca przygotowana na konkurs i zakwalifikowana do finału POLONIADY, olimpiady kulturalno-historycznej dla młodzieży polonijnej.
Temat nr 2.: Wskaż człowieka, który według Ciebie mógłby być autorytetem dla młodzieży we współczesnym świecie.
Opracuj swoje uzasadnienie w formie udokumentowanego referatu.

Profesor Kazimierz Michałowski – Cz. 1

Pierwszy raz usłyszałem o profesorze Kazimierzu Michałowskim wiele lat temu w Aleksandrii, na Kom El Dikka, kiedy zwiedzałem teatr grecko-rzymski z polskimi znajomymi. Egipcjanie nadzorujący zabytek z radością nas powitali, kiedy usłyszeli, że mówimy po polsku. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że to profesor Michałowski odkrył i odsłonił ten teatr i od tego czasu przez czterdzieści lat aż do dzisiaj pracują tam Polacy. Kiedy postanowiłem pisać pracę do Poloniady, początkowo wybrałem temat o wkładzie prof. Michałowskiego do kultury i sztuki Egiptu. W miarę czytania zebranych materiałów o jego wielkich odkryciach, zdałem sobie sprawę z jego niezwykle silnej i ciekawej osobowości. Byłem tak bardzo pod wrażeniem, że postanowiłem zmienić temat i przedstawić go jako współczesny autorytet. Stwierdziłem, że o jego odkryciach i nowatorskich metodach pracy oraz jego działalności naukowej lepiej napiszą kompetentni archeolodzy i naukowcy. Ja natomiast chcę ukazać w zarysach najważniejsze etapy jego życia i specyficzne sytuacje, które przedstawią go jako wielkiego humanistę. Chcę wykazać, że jego wspaniałe osiągnięcia są konsekwencją jego postawy życiowej. Jego cele, postawa intelektualna i moralna wyrażały się troską o dobro nauki polskiej. Profesor pozostawał im wierny przez całe życie. Prof. Michałowski był również ciepłym, serdecznym człowiekiem, który starał się pomagać otaczającym go ludziom. Chociaż zmarł w 1981 r. jego postać może być współczesnym autorytetem.

Prof. Kazimierz MichałowskiKazimierz Michałowski już jako początkujący student zademonstrował dużą dojrzałość. Jego zmysł obserwacji i analityczny umysł bardzo wcześnie uświadomiły mu wyższość nauki nad służbą wojskową w okresie pokoju. Po I Wojnie Światowej wraz z kolegami zaczął uczęszczać na Uniwersytet im. Jana Kazimierza we Lwowie. Ci wszyscy młodzi ludzie, którzy brali udział w walkach, przychodzili na wykłady w mundurach oficerskich z pistoletami w kaburach i bagnetami. Profesor Michałowski w swoich „Wspomnieniach” stwierdził: „Było naprawdę rzeczą zastanawiającą jak ci ludzie, którzy rozkazywali plutonom, kompaniom czy nawet batalionom, których uczono z pogardą patrzeć na cywilów, tracili przed obliczem profesora swoją butną postawę, pewność siebie i pomimo Virtuti Militari czy Krzyżów Walecznych zdobiących niejednokrotnie ich piersi, zachowywali się z uszanowaniem a nawet pokornie. Zrozumiałem wówczas dobrze potęgę autorytetu prawdziwej wiedzy.” (Michałowski str. 30). K. Michałowski wahał się wówczas również z wyborem kierunku, ale właściwa ocena swojej osobowości uświadomiła mu, że filozofia nie była jego życiową pasją. „Jeśli nie wybrałem filozofii jako głównego przedmiotu, to przyczyn tego należy szukać w wyraźnie krystalizujących się u mnie zainteresowaniach w kierunku opracowywania realiów”. (Michałowski str. 32) Również jako student nie ograniczał się do przedmiotów akademickich, ale poszerzał swoją wiedzę ogólną. „Chodziliśmy do teatru, szczególnie na opery, aby uzupełnić nasze ogólne wykształcenie” (Michałowski str. 33). Już jako student borykał się z trudnościami finansowymi i szukał innych źródeł utrzymania, ale nie użalał się nad sobą. Sprzyjające okoliczności na Uniwersytecie we Lwowie jak również jego inteligencja i pracowitość umożliwiły mu wyjazd na Uniwersytet do Wiednia. K. Michałowski w pełni wykorzystał swój roczny pobyt, który rozszerzył na Wenecję, Mediolan, południową Francję i Paryż. Ta podróż połączona z dokładnym zwiedzaniem muzeów wzbogaciła jego wiedzę, dostarczyła mu biegłości w posługiwaniu się językami obcymi, a także nauczyła go poruszania się w międzynarodowym towarzystwie.W przyszłości konsekwentnie wprowadzał w życie swoje doświadczenia z tego okresu. „Należałem potem do tych nielicznych profesorów polskich, którzy starali się studiującej u nich młodzieży umożliwiać krótkie wyjazdy zagraniczne jeszcze w toku studiów uniwersyteckich.” (Michałowski str. 41)

W toku jego dalszej nauki na uniwersytecie we Lwowie, coraz bardziej uwidacznia się jego osobowość, zarówno w sensie naukowym jak i moralnym. Kiedy powrócił po rocznej nieobecności na Uniwersytet, zauważył że młodsze roczniki tworzyły faszyzujące ugrupowania. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy z powagi tego zjawiska, natomiast śmieszyła go i oburzała ta ideologia. On i jego koledzy prawdziwą dojrzałość manifestowali przed kilku laty walcząc o niepodległość kraju. Michałowski ocenił swoje pokolenie: „Obce nam były wszelkie uprzedzenia rasowe czy wyznaniowe i nasi wychowawcy pogłębiali u nas raczej liberalny światopogląd.” (Michałowski str. 42). K. Michałowski był krytycznym studentem, który słuchając wykładów różnych profesorów potrafił wyciągnąć dla siebie wnioski jako użyteczne dla przyszłego pedagoga. „Starałem się ustawić swoją osobowość badacza i pedagoga tak, aby w miarę możności nie popełniać tych błędów, które rzucały mi się w oczy.” (Michałowski str. 50). Był również bardzo krytyczny w stosunku do siebie. Kiedy objął pracę asystenta na uniwersytecie w zakładzie historii wspominał, że jego pokój stał się miejscem spotkań wielu profesorów, gdzie dyskutowano na temat dziedzin pokrewnych archeologii. „Musiałem częstokroć porządnie się namozolić, aby nie zdradzić się z nieuctwem. Pracowałem więc, niezmiernie intensywnie, aby nadrobić wszelkie braki w moim fachowym wykształceniu.” (Michałowski str. 54-5). Jednocześnie K. Michałowski stwierdził skromnie, że wtedy, wśród młodzieży studenckiej dominował zapał do nauki i poważny stosunek do studiów. Potrafił z dystansem i poczuciem humoru pisać o swoich błędach. Wspominał czasy kiedy oceniano dzieła starożytne pod wpływem modnej wówczas Freudowskiej interpretacji. „Doszukiwałem się tam, w niektórych aspektach rzeźby greckiej pierwszej połowy piątego wieku p.n.e. przejawów kubizmu, ten z kolei prowadzić miał do ekspresjonizmu w rzeźbie doryckiej. W kilka lat później, kiedy sam już zdobyłem odpowiedni zasób wiedzy, przekonałem się, że naturalnie nie ja, lecz ośmieszony przez nas prof. Leon Piniński miał rację.” (Michałowski str. 58-9)

W tym też czasie, K. Michałowski wykazał głębokie zrozumienie dla spraw polskich, może dlatego, że wychował się w patriotycznej rodzinie. Potrafi również z dystansem oceniać swoje wykształcenie, jak również obiektywnie oceniać przedstawicieli obcych narodowości. Wspomniał młodą asystentkę medycyny, która powiedziała, że lepiej żeby Polski nie było, niż była Polska z Piłsudskim. Było to dla niego szokujące i bolesne, tym bardziej, że brał udział w walce o niepodległość. W tym też czasie skrystalizował się jego życiowy cel. Michałowski uświadomił sobie, że Polska nie ma dorobku w dziedzinie archeologii, a więc potrzebni będą wykształceni specjaliści w tej dziedzinie. Kom el-Dikka w Aleksandrii. Widok teatru.Zdawał sobie sprawę, że pomimo swojego doktoratu opublikowanego w języku francuskim i niemieckim, jego wiedza była niepełna. „Miałem, bowiem, pełną świadomość tego, że doktorat lwowski w zakresie archeologii nie stał wówczas na poziomie nauki międzynarodowej, że w wiadomościach posiadałem bardzo poważne braki, które należało jak najspieszniej nadrobić.” (Michałowski str. 61). Zapisał się więc na uniwersytet w Niemczech jako student zwyczajny. Kształcił się na uniwersytetach w Berlinie, Heidelbergu i w Munster. Chociaż K. Michałowski brał udział w I Wojnie Światowej, potrafił uczciwie powiedzieć o Niemcach z okresu swojego tam pobytu: „Nigdy wtedy w Niemczech jako Polak nie spotkałem ani cienia dyskryminacji.” (Michałowski str. 62). Również II Wojna Światowa ciężko doświadczyła prof. Michałowskiego, gdyż zginął jego brat lotnik, a on sam przebywał pięć lat w obozie jenieckim, jednak z wdzięcznością wspominał: „Moi profesorowie i koledzy berlińscy usiłowali – choć na próżno – wydobyć mnie z obozu.” (Michałowski str. 62)

Profesor ukazał, że generalnie w świecie naukowym nie istnieją uprzedzenia rasowe. Kiedy sprawa dotyczy nazizmu, w jego wspomnieniach nie brak krytyki niemieckiego nacjonalizmu i zadumy nad zmiennością losów ludzkich oraz metamorfozą psychiki. Profesor wspomniał niemieckiego uczonego, który chodził na wykłady Hitlera w 1927 r. Dziesięć lat później ten sam uczony był przeciwnikiem nazizmu i uświadomił Michałowskiemu realne zagrożenie dla Polski ze strony Niemiec. Michałowski ubolewał również nad losem niemieckiego uczonego semickiego pochodzenia, który musiał emigrować do Brazylii, a który czuł się uczuciowo związany z Niemcami jako ze swoją ojczyzną.

Po studiach w Niemczech zaczął się dla K. Michałowskiego nowy rozdział życia, którego celem było uzyskanie koncesji dla polskich wykopalisk. W międzyczasie Michałowski uzupełniał swoją wiedzę w Kopenhadze, Londynie, Oksfordzie i Paryżu. Następnie wyjechał do Włoch, gdzie zdobył olbrzymie doświadczenie w Niemieckim Instytucie Archeologicznym w Rzymie. Tam coraz bardziej dojrzewał w nim duch naukowy i świadomość wartości prac naukowych. „Mówiono wprost, że doktorat oparty na pracy napisanej w języku polskim znajduje się poza kontrolą międzynarodową, a więc nie można było mieć do niego zaufania.” (Michałowski str. 69). Podjął decyzję, że w przyszłości postara się, aby tę kontrolę zapewnić polskiej archeologii. W Rzymie Michałowski zdobył olbrzymi autorytet naukowy i zawarł niezwykłe przyjaźnie, które przetrwały całe jego życie. Chociaż jego pozycja w Rzymie była ugruntowana, jednak zdecydował się wyjechać na dalszą naukę do Ecole Francaise D’Athens w Grecji. Zdradził tym niezwykle mądre podejście do zdobywania wiedzy, a nawet poczucie obowiązku wobec Polski. „Czułem, jakoś podświadomie, że moim obowiązkiem jest skorzystanie z tej szansy, jaka została mi dana, aby wykształcić się na archeologa polskiego z prawdziwego zdarzenia.” (Michałowski str. 70). W pięć lat po opuszczeniu Ecole Francaise, Michałowski został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Pobyt w Ecole Francaise zaważył na całym jego życiu, ponieważ oprócz wiedzy zdobył również szlif w językach, jak i w kontaktach międzyludzkich, które później zaowocowały pierwszymi polskimi wykopaliskami wspólnie z misją francuską.

Wydawałoby się, że prof. Michałowski był tylko metodycznym naukowcem, a tymczasem był również serdecznym i niezwykle komunikatywnym człowiekiem. Miał ogromne poczucie humoru i był wspaniałym gawędziarzem, kiedy opowiadał o przeżyciach w instytutach. Był również wdzięcznym człowiekiem, który doceniał bezinteresowną przyjaźń i poświęcenie. Z ogromnym uznaniem pisał o francuskim archeologu Devabezie, który pomógł mu w opracowaniu materiałów w wersji francuskiej. „Nigdy potem nie miałem możności w dostatecznym stopniu zrewanżować się za tę przysługę, którą mi wówczas wyświadczył w upalnym lecie ateńskim”. (Michałowski str. 97). Później profesor wyjechał do Egiptu do Francuskiego Instytutu Archeologicznego w Kairze. Pobyt w tych trzech instytucjach dopełnił jego osobowość i przygotował do naukowej działalności. Z uznaniem wspominał instytut w Kairze: „Ci młodzi ludzie, którzy stanowili podówczas zespół członków, należeli do najbardziej postępowych kół intelektualistów francuskich”. (Michałowski str. 100).

Deir el-Bahari 1965. Granitowy posąg Totmesa III. Od lewej stoją: F. Hintze z Berlina, prof. K. MichałowskiKiedy w 1929 roku habilitował się na Uniwersytecie we Lwowie na docenta archeologii, dążył już do konkretnie sprecyzowanego celu: „Wszelkie moje myśli i posunięcia zmierzały w jednym kierunku: utworzenia ośrodka badań naukowych z prawdziwego zdarzenia w zakresie archeologii klasycznej” (Michałowski str. 100). Michałowski wraz z prof. Wałkiem Czarneckim zaczęli działać w kierunku uzyskania możliwości prowadzenia polskich wykopalisk z Instytutem Francuskim. W tym celu Michałowski wyjechał na stypendium do Egiptu, aby przeprowadzić rekonesans. Michałowski niezwykle rozważnie podjął decyzję o wykopaliskach w Egipcie, rozumiejąc, że Polski nie było wtedy stać na wykopaliska jedynie w celach naukowych, ale należało również zdobyć eksponaty dla muzeum. Maria Ludwika Bernhard w swoim artykule o Kazimierzu Michałowskim w miesięczniku „Nauka Polska” tłumaczy: „Najkorzystniejsze warunki dla Polaków były w Egipcie, gdzie istniała wówczas szansa otrzymania zabytków wykopanych przez ekspedycję. Bowiem wg obowiązującego wówczas prawa o starożytnościach w Egipcie, po zakończeniu wykopalisk następował tzw. partage (podział)”. (Bernhard str. 159). W czasopiśmie „Znak”, Jadwiga Lipińska przytoczyła słowa prof. Michałowskiego, które wygłaszał na swoich odczytach. Mówił on: „Nie tylko w mniemaniu świata nauki, ale również w najszerszej opinii cywilizowanego społeczeństwa, aktualny poziom kultury danego kraju mierzy się tym, czy posiada on właściwe wykopaliska w Egipcie.” (Lipińska str. 810). Wybór Egiptu podyktowany był również innymi względami. Polskie fundusze przeznaczone na wykopaliska były bardzo skromne i należało mieć pewność znalezisk, a w Egipcie było to najbardziej prawdopodobne.

Edfu 1937. Członkowie ekipy archeologicznej.W 1937 doszło do pierwszej misji archeologicznej francusko-polskiej w Edfu, którą Michałowski zawdzięczał swoim kontaktom z francuskimi archeologami. Właśnie w Egipcie Michałowski dał się poznać jako niezwykle serdeczny, tolerancyjny człowiek, który oceniał ludzi indywidualnie, według ich zasług. Jego stosunki z pracownikami egipskimi zasługiwały na uznanie. Na dowód tego M. L. Bernhard przytacza: „Niech posłuży tu pewien przykład, a mianowicie profesor w 1943 roku w obozie jenieckim otrzymywał od swojego raisa z Edfu paczki żywnościowe z kawą i suszonymi daktylami.” (Bernhard str. 167).

Prof. Kazimierz Michałowski i Rais HamedaMichałowski serdecznie wspominał ludzi, których niezwykle polubił: „Pomiędzy Gamą a mną nawiązała się nić szczerej przyjaźni. Polubiłem bardzo tego staruszka, i kiedy nie przychodził o swojej porze po herbacie, to jest o zachodzie słońca, byłem o niego niespokojny” (Michałowski str. 169). Michałowski w Egipcie zaprzyjaźnił się z wieloma Europejczykami. Obiektywnie wspominał uczonego niemieckiego, który był Jezuitą a zdradzał sympatie dla Hitleryzmu. Udzielił on Michałowskiemu cennej rady, która upewniła profesora w jego dążeniach do uzyskania polskich wykopalisk. „Junker klarował mi jednak w sposób przekonywający, że muszę dążyć do tego, aby mieć własne polskie wykopaliska”. (Michałowski str. 119). Michałowski równie obiektywnie ocenił francuskiego księdza, którego cenił za erudycję, a którego opisał z humorem: „Poza nadużywaniem alkoholu, ksiądz X miał jeszcze jedną cechę, trudną do pogodzenia z posłannictwem kapłańskim, był zdecydowanym rasistą”. (Michałowski str. 120). Profesora raził również niezdrowy antypolski stosunek uczonego z Londynu, który był Żydem ze Lwowa, a którego spotkał w Palestynie.

Jako późniejszy pedagog Michałowski wyniósł z pobytu w misji francuskiej w Egipcie wiele cennych informacji, które należało wykorzystać w pracy ze studentami. „Należało z nimi dyskutować, a nie rozkazywać” (Michałowski str. 124). Lidia Winniczuk w gazecie „Meander” w swoim artykule potwierdza jego stosunek do młodzieży mówiąc: „Nie bez znaczenia było to że nigdy nie narzucał swojego zdania, cenił i chętnie przyjmował pomysły drugich.” (Winniczuk str. 291).

Michałowski nieustannie się uczył i porównywał systemy organizacyjne misji archeologicznych z różnych krajów. Analizował, co można zaadaptować do polskich skromnych warunków. Czuł przygnębienie z porównania polskich i amerykańskich możliwości. Był również samokrytyczny, gdy stwierdził, że Moret i Hevier, francuscy archeolodzy są lepsi od niego. „Wtedy uświadomiłem sobie wszystkie braki, jakie posiadałem w tej dziedzinie, w zakresie naukowej a równocześnie atrakcyjnej interpretacji zabytków.” (Michałowski str. 141). Kiedy doszło do pierwszej wyprawy do Edfu, Michałowski zaczął napotykać trudności ze strony polskiej.

Stawiano mu niesłuszne zarzuty. Zaczęły się trudności finansowe. Po pierwszej kampanii w Edfu pojawił się artykuł piętnujący rząd, który wyrzuca sto tysięcy złotych na wykopaliska w Edfu, kiedy brak jest kilka tysięcy złotych rocznie na polski Biskupin” (Michałowski str. 154). Michałowski bardzo mądrze nie odpowiadał, gdyż byłoby to stratą czasu i pomniejszeniem wartości jego odkryć naukowych. Działanie profesora było zawsze bardzo ostrożne, przemyślane i oparte na kompetencjach zawodowych. Ciągle ulepszał ramy organizacyjne oraz wytyczał sprawniejszy system współpracy w czasie wykopalisk.

„Mogłem organizować nasze prace wykopaliskowe w sposób, który nie odbiegał od metod stosowanych wówczas we współzawodnictwie międzynarodowym.” (Michałowski str. 156). W Edfu doszło do trzech misji archeologicznych w latach 1937, 1938 i 1939, w wyniku których Michałowski stworzył przed wojną w Muzeum Narodowym oddzielną galerię pod nazwą „Zbiory Sztuki Starożytnej”. Maria Ludwika Bernhard ze wzruszeniem i wdzięcznością wspomina: „Francuzi nie tylko zrzekli się w partycypowaniu w plonach z dwóch pierwszych kampanii, ale jeszcze dołożyli bardzo wiele cennych obiektów wykopanych w Deir-El-Medineh, dziękując w ten sposób K.Michałowskiemu za jego udział w kampanii wykopaliskowej 1934/1935.” (Bernhard str. 160). Michałowski z przykrością wspominał, że prasa polska nie bardzo się tym interesowała.

Nie rozumiano, jak wielki wysiłek umysłowy i fizyczny zaangażowano w czasie tych kampanii w ciężkich warunkach klimatycznych. „Najłatwiej było bowiem plotkować o tym, że jeździmy do tego pięknego, egzotycznego kraju za państwowe pieniądze, nie bardzo się wysilając i traktując rzecz całą jako wielką przyjemną przygodę.” (Michałowski str. 181). W czasie pracy na wykopaliskach, Michałowskiego cechował pośpiech w opisywaniu znalezisk i redagowaniu tekstów, którego nie rozumieli Francuzi. Michałowski nie tłumaczył swego pośpiechu. Będąc lojalny wobec swego kraju, nie zdradzał nieprzychylnej atmosfery towarzyszącej jego działalności. Profesor kierował się więc zasadą szybkiego wydawania publikacji i przedstawiania zabytków w muzeum. Michałowski wspomina: „Moim najsilniejszym argumentem w kraju dla zdobycia następnej transy pieniędzy na kolejny sezon wykopaliskowy były uzyskane zabytki i tom publikacji. W ten sposób z miejsca paraliżowałem wszelkie niechętne naszym wykopaliskom nastroje.” (Michałowski str. 180).

Tymczasem wybuchła II Wojna Światowa, która pokrzyżowała plany prof. Michałowskiego, co do dalszych wykopalisk. We wrześniu 1939 roku został porucznikiem rezerwy piątego pułku piechoty lekkiej. Michałowski był na pierwszej linii frontu i po 14 dniach był internowany w obozie dla oficerów alianckich. Po wojnie otrzymał Srebrny Krzyż Virtuti Militari. Wprawdzie jego czynny udział w wojnie był bardzo krótki, niemniej niezwykle sobie cenił to odznaczenie. Michałowski po latach wojny wspominał, że wstydził się za akcję polską na Zaolziu, tym bardziej, że jego przyjacielem był archeolog czeski Jarosław Cerny. Po latach bardzo miło wspominał też naukowców niemieckich, którzy zademonstrowali swoją życzliwość w stosunku do niego na kilka dni przed wybuchem wojny. Profesor przebywał wtedy w Niemczech i w czasie sympozjum archeologicznego niemieccy naukowcy osłaniali go przed agresją nazistów. Ze smutkiem wspominał niefrasobliwość ambasady polskiej w Niemczech, kiedy na podstawie informacji od niemieckich naukowców poinformował urzędników o niewątpliwej agresji Niemiec na Polskę. „Lubomirski jednak, jak zresztą ogół naszych dyplomatów i pracowników warszawskiego MSZ – nie wierzył w możliwość rozpętania przez Hitlera wojny.” (Michałowski str. 187). Michałowski przebywał pięć lat w obozie jenieckim, organizując seminaria archeologiczne. Zofia Sztetyłło i Maria Ludwika Bernhard mówią o jego działalności w tym czasie: „Przez pięć lat przebywał w oflagu w Woldenbergu; rozwijał tam szeroką działalność pedagogiczną, dzięki której nie tylko współtowarzysze łatwiej przeżyli ciężkie lata niewoli, ale wielu z nich zdobyło także kwalifikacje zawodowe, a nawet stopnie naukowe, ponieważ profesor Michałowski, jako jeden z nielicznych profesorów w Woldenbergu przewodniczył egzaminom kwalifikacyjnym. Ze wspomnień towarzyszy jenieckiej niedoli wiemy, że liczba słuchaczy dochodziła do 1200.” (Sztetyłło str. 297). Profesor Karol Myśliwiec pięknie napisał o niezwykłym harcie ducha K. Michałowskiego w tym czasie, wspominając go jako „człowieka, którego charakteryzował przecież spory dystans wobec własnego losu, czego przykładem choćby nauczanie hieroglifów w czasach najtragiczniejszych, kiedy mogło się wydawać, że zagłada narodu była nieunikniona. Ta wiara w odrodzenie – niemal paradoksalna, ale jakże dalekowzroczna – niech będzie symbolem Jego żelaznego hartu ducha i siły woli.” (Myśliwiec str. 285). cdn.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.