„Profesor Kazimierz Michałowski” – Cz. 2

Rzeźba portretowa Prof. Kazimierza Michałowskiego w Stacji Badawczej Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW w Kairze. (fot. H.Szwarc)Karim Gamal El Din

Praca przygotowana na konkurs i zakwalifikowana do finału POLONIADY, olimpiady kulturalno-historycznej dla młodzieży polonijnej.
Temat nr 2.: Wskaż człowieka, który według Ciebie mógłby być autorytetem dla młodzieży we współczesnym świecie.
Opracuj swoje uzasadnienie w formie udokumentowanego referatu.

Profesor Kazimierz Michałowski – Cz. 2

Po wojnie profesor Michałowski wrócił do Warszawy, choć mógł wybrać inny kraj, tak jak robiło to wielu ludzi w tym czasie. W Warszawie przeżył szok. Nie wierzył w odbudowę stolicy. Maria Ludwika Bernhard, która mu wtedy towarzyszyła, usłyszała jego słowa „To miasto nie może odżyć.” (Bernhard str. 162) Dopiero zdrowy rozsądek i słowa prostego człowieka sprawiły, że Michałowski odzyskał wiarę w odbudowę Warszawy. Dawny dozorca domu profesora przywitał go słowami „Jak dobrze, że pan profesor wrócił, bo mnie się tu pensja należy.” (Michałowski str. 162) W profesorze zaczęła budzić się nadzieja i postanowił zostać w Warszawie. Wziął czynny udział w walce o utrzymanie UW, włączył się do odbudowy życia muzealnego, był współorganizatorem wystawy pod tytułem „Warszawa oskarża”. W tym czasie profesor poślubił Krystynę Baniewicz, która zaczęła mu towarzyszyć w jego działalności naukowej. W Warszawie panowały wtedy niezwykle trudne warunki, brakowało żywności oraz wody do picia. Tymczasem profesor w bardzo prowizorycznych warunkach zaczął wykłady na UW. W tym też okresie Michałowski wyjeżdżał na zjazdy archeologów do Paryża, Londynu, Kopenhagi i do Szwecji. Wielokrotnie otrzymywał propozycje prowadzenia katedry archeologii na zachodnich uniwersytetach. Otrzymał również propozycję natychmiastowego wyjazdu do Paryża specjalnym samolotem. „Bliscy mi, szczególnie we Francji, uznali za właściwe wyciągnąć mnie z tego w ich mniemaniu: piekła.” (Michałowski str. 196) Profesor otrzymał również ofertę wykładów na Uniwersytecie w Nowym Jorku i publiczne wykłady w Metropolitan Muzeum za niezwykle wysokie honoraria. Oferowano mu również sprowadzenie żony. Michałowski zrezygnował ze wszystkich tych ofert. „Moja odmowa spotkała się z najwyższym zdumieniem, nawet zabarwionym urazą.” (Michałowski str. 201) Profesor świadomie zrezygnował z szansy osiągnięcia światowej, błyskotliwej kariery, samodzielnego decydowania o wykopaliskach i nieograniczonych funduszy na ten cel. Chciał stworzyć Polską Szkołę Archeologiczną i wszelkimi siłami, pomimo trudności, dążył do celu. W tym właśnie objawił się jego patriotyzm.

Po dwóch latach pełnienia funkcji dziekana, profesor został rektorem na Uniwersytecie Warszawskim. Pomimo tego zawsze cechowała go skromność. Wspomina swego ucznia Andrzejewskiego mówiąc „Po dwóch latach stwierdziłem, że hieroglify zna on już lepiej ode mnie i że właściwie moja rola w stosunku do niego musi się odtąd ograniczyć wyłącznie do kierowania i inspirowania, a nie do nauczania.” (Michałowski str. 205) Profesor po śmierci Andrzejewskiego wraz ze specjalistami egiptologii na świecie ubolewał, że „Egiptologia światowa przez śmierć Andrzejewskiego istotnie poniosła niepowetowaną stratę.” (Michałowski str. 206)

W późniejszym okresie powojennym zaczyna się nowy etap w życiu Michałowskiego, ponieważ otwierają się możliwości prowadzenia wykopalisk. Wielki autorytet naukowy prof. Michałowskiego zostaje doceniony, kiedy dostaje propozycję od radzieckiego prof. Artamanowa prowadzenia wspólnych wykopalisk na Krymie w Mirmeki. Tam również zawiązały się wielkie przyjaźnie na całe życie. Jak bardzo był ceniony widać również po konferencji międzynarodowej w Palermo, gdzie został wybrany wiceprzewodniczącym na wniosek delegacji francuskiej. Na tej konferencji profesor wykazał się talentem mediatorskim i dyplomatycznym, kiedy należało znaleźć kompromis w ustalaniu praw dla krajów eksplorujących tereny wykopaliskowe i krajów, w których się to odbywało. PalmyraOwocna działalność w Palermo przyniosła propozycje wykopalisk dla Polski w Syrii, w Palmirze. Jak zwykle w czasie wykopalisk prof. Michałowski boryka się z olbrzymimi trudnościami finansowymi. Pisze o bardzo ubogim wyposażeniu ekipy, o tym, że sytuacja ta mogłaby zniechęcić młodych ludzi, osłabić ich psychicznie tak, że nie byliby zdolni do olbrzymiego wysiłku. „Jeśli to nie nastąpiło, to w głównej mierze dzięki charakterowi polskiemu, który zdolny jest do dużej abnegacji i niezwykle efektywnej pracy poza ojczyzną, gdzie wiele zależy od improwizacji a wszystko jest nie szablonowe.” (Michałowski str. 236) Tym bardziej bolało go to, że jego misje nie zawsze pochlebnie oceniano. Maria L. Bernhard wspomina w jak ciężkich warunkach w tym czasie pracowano i „Jak to było dalekie od tego, co niektórzy opowiadali, jak to przyjemnie spędzić zimę w Egipcie.” (Bernhard str. 161) Profesor z poczuciem humoru opowiadał o wizycie pewnej dziennikarki, która przyjechała na dłuższy pobyt do ich obozu. Niestety, przerażona prymitywnymi warunkami i ciągłym zagrożeniem w terenie, natychmiast powróciła do kraju. Michałowski wyjaśnił: „Często tak bywa, że romantyka życia w obozie archeologicznym widziana z perspektywy Warszawy czy innych miast europejskich pryska jak bańka mydlana w konfrontacji z twardą, trudną a często dokuczliwą rzeczywistością.” (Michałowski str. 239)

Jednym z najważniejszych wydarzeń w działalności prof. Michałowskiego było utworzenie Polskiej Stacji Archeologii Śródziemnomorskiej UW w Kairze. Kiedy prowadził wykopaliska w Tel Atrib w Egipcie, pracował również jako „visiting profesor” na Uniwersytecie w Aleksandrii a w międzyczasie nadzorował kontynuację wykopalisk w Palmirze, w Syrii. Rozumiał konieczność stworzenia Polskiej Stacji Archeologicznej z siedzibą w Aleksandrii. Jak zwykle spotkał się z brakiem akceptacji ze strony polskiej i musiał przezwyciężyć wiele trudności aby doprowadzić do realizacji pomysłu. „Ile trudności musiałem zwalczać na każdym kroku w kraju, by móc utrzymać i rozwinąć raz powstałą placówkę.” (Michałowski str. 249) Ostatecznie założono stację w Kairze zgodnie z decyzją rządu egipskiego. O tym jak niezwykle ważna stała się ta placówka dla Polskiej Archeologii pisze dr Zbigniew E. Szafrański, „Powstała baza naukowa i logistyczna dla przyszłych działań na Bliskim Wschodzie. Profesor zawsze dbał o to, aby ten charakter nie został zakłócony, a jak czas później pokazał – miał rację.” (Szafrański str. 58)

Świątynia Abu SimbelW 1958 roku nastąpił niezwykle ważny okres w życiu Michałowskiego, który przyniósł mu wiele doświadczeń i sukcesów. W Egipcie nastąpiły niezwykle ważne wydarzenia o zasięgu światowym. Rząd egipski zaplanował budowę Tamy Asuańskiej, która zagrażała zalaniem wodą wielu terenów obfitujących w zabytki, włącznie z Abu Simbel. Planowano natomiast przy pomocy najnowszych środków technicznych takich, jak kolorowa fotografia, odlewy z lateksu, udokumentować zabytki. Ponieważ Michałowski cieszył się autorytetem naukowym, został poproszony o opinię. Jego ocena tej formy dokumentacji jako jedynej, była negatywna. „Żadna dokumentacja nie wytrzyma próby czasu.” (Michałowski str. 250) Profesor uważał, że rozległość terenu i ilość zabytków wymagają olbrzymiego nakładu czasu by je zachować. Wysunął propozycję, aby zwrócić się z apelem do światowych instytucji naukowych o ochronę nubijskich dóbr kultury. Michałowski z przykrością wspominał, że pewne osoby przechwyciły jego projekt i zapoznawszy się z nim oparły całą akcję o UNESCO. Profesor obiektywnie stwierdził, że akcja stała się zgodną współpracą państw o odmiennych ustrojach, co ostatecznie było z korzyścią dla ocalenia kultury materialnej będącej własnością ludzkości. W tym czasie prof. Michałowski dostał również propozycję dalszych wykopalisk w Syrii. Wykazał się niezwykłą trzeźwością umysłu i talentem dyplomatycznym, kiedy potrafił szybko wykorzystać zaistniałą sytuację, aby wygrać z Niemcami w uzyskaniu licencji na wykopaliska w Palmirze. Pomogły mu też w tym dawne stosunki koleżeńskie i sympatia, jaką darzyli go dawni niemieccy i syryjscy znajomi. FarasW tym okresie Michałowski dokonał wielu odkryć niezwykłej wagi. Wykopaliska w Palmirze, odkrycie w Faras, odkrycie teatru w Aleksandrii, odkrycie świątyni Totmesa. Wszystko to miało miejsce w ciągu dwóch lat i profesor zawdzięczał to swojej wiedzy archeologicznej i tytanicznej pracy. Jego niezwykłe osiągnięcia poczęto przypisywać szczęściu. „Legenda ta irytowała profesora, który uważał, że przynosi ona więcej szkody niż sławy, obarczając mitem metody właściwe każdemu archeologowi.” (Bernhard str. 166) Prof. Michałowski powiedział „Chciałbym właśnie zwrócić uwagę na te cechy, tzn. ścisłe, logiczne rozumowanie, zdrowy rozsądek, a nie to, co zwykliśmy nazywać szczęściem poszukiwacza.” (Michałowski str. 259) cdn.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kultura. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.